Zapraszam do zapoznania się z drużyną marzeń zawodnika DD – Speedwaya.

1. Alfred Smoczyk - w odradzającym się po wojnie polskim żużlu był klasą dla siebie. Zawsze pewny punkt reprezentacji, potrafił wygrywać z zawodnikami europejskiej czołówki. Gdyby nie tragiczny wypadek, wielce prawdopodobne, że zapisałby się złotymi zgłoskami w historii polskiego żużla. Dziś na standardowe pytanie o pierwszego polskiego finalistę IMŚ odpowiadalibyśmy „Alfred Smoczyk”, jestem tego pewien.

2. Włodzimierz Szwendrowski – największy talent rodem z Lublina w historii żużla w tym mieście. Dwukrotny IMP, bardzo poważnie podchodzący do swoich obowiązków, wzór sportowca. Nie spoczął na laurach osiąganych w sporcie i rozumiał, że życie to nie tylko żużel. Studia inżynierskie, ukończone przez niego w czasie czynnej kariery zawodniczej, świadczą o tym najdobitniej.

3. Tomasz Gollob – wirtuoz żużla, na torze sprawia wrażenie zespolonego ze swą maszyną. W początkowych latach kariery nielubiany ze względu na swój charakter, ale pewnie bez tej charyzmy nie byłoby i sukcesów. Jakoś się tak składa, że odgrywał główną rolę w większości najpiękniejszych biegów jakie widziałem w życiu. Specjalista od dramaturgii.

4. Simon Wigg – Nigdy nie widziałem go na żywo, ale na zdjęciach zawsze imponuje mi super zielonymi kombinezonami ;] Bardzo wszechstronny zawodnik, dobrze czujący się w różnych odmianach speedway’a. Po zakończeniu kariery udzielał się jako ekspert w Sky Sport i też radził sobie bardzo dobrze.

5. Bruce Penhall
– Wygrał co było do wygrania i olał ten cały srużel, przechodząc w ten sposób do historii. Mógł lepiej rozwiązać swą przyszłość niż graniem w podrzędnych amerykańskich serialach, ale to już jego sprawa :d Niekwestionowany lider słynnego Cradley Heath. Jeśli było trzeba potrafił używać łokci, co pokazał choćby w słynnym biegu z Carterem.

6. Sam Ermolenko – Spośród Jankesów ponoć największą sympatię wzbudza szczerzący się bez przerwy Greg Hancock, ale ja zawsze bardziej lubiłem „Sudden Sama”. Cwaniak na torze, prezentujący nienaganną sylwetkę. Bardzo mi się tez podobał jego biały kombinezon.

7. Jan O. Pedersen
– Jak to mówią: mały, ale wariat :] Starty chłopak miał z reguły dość kiepskie, ale potrafił sobie radzić na trasie. Fruwał po dużej aż miło, jeździł bardzo widowiskowo. Poza tym wydawał się sympatyczny i miał ciekawy biały kevlar, efektownie oblepiony reklamami :d

8. Marek Muszyński – „Ułan” to pseudonim Daniszewskiego, ale moim zdaniem bardziej pasowałby do Marka. Rozwiany blond włos i szalone szarże po płocie to jego znak firmowy. Nieraz płacił za to kontuzjami, ale zawsze wracał i znów jeździł jak wariat. Szczególnie pamiętam zremisowany mecz z ŻKS Krosno, gdzie na ostatnim łuku wyprzedził dwójkę gości (Powazhnego i Ciupaka)