Komentarze po meczu Champions Club – Black Sox

W rozegranym w niedzielę spotkaniu siódmej kolejki II Ligi drużyna Black Sox pokonała Champions Club 46:44. Dla Czarnych Skarpetek było to dopiero drugie zwycięstwo w tym sezonie. Champions Club nadal pozostaje bez choćby punktu w ligowej tabeli. Zapraszamy do pomeczowych wypowiedzi trenerów i zawodników obu drużyn.
Citas: Mogą być bluzgi? (Niekoniecznie – dop. Witek). Ok, nie tak wyobrażałem sobie debiut w roli trenera. Walczyliśmy do końca nie udało – nie udało się. Może gdyby Klecześ był szybciej, wygralibyśmy. Jechaliśmy już prawie optymalnym składem a i tak porażka. Mój wynik punktowy był całkiem niezły i w tym staram się szukać jakichś pozytywów.
Klecześ: Niestety zima zaskoczyła polskich kolejarzy w wyniku czego, moi mechanicy wraz ze sprzętem nie dotarli na czas i swój udział w spotkaniu zacząłem dopiero przed biegami nominowanymi. Po ostatnim porażającym i traumatycznym występie, przyszedł lepszy, co do drużyny, cóż chyba idziemy na rekord i nie uzyskamy żadnego dużego punktu na koniec, ale przynajmniej zapiszemy się historii ISQ
Grzel: Cóż trudno zebrać siły po takim meczu. Ostatnie moje mecze mi wychodziły a teraz takie coś brak słów wiadomo lagi i przedłużanie też na to wpłynęło, ale nie mogę się tym usprawiedliwiać zawaliłem mecz swojej drużyny i przez to przegraliśmy. Cóż trzeba wyciągnąć wnioski i próbować dalej.
Witek: Wreszcie mamy zwycięstwo. Jednak nie było o nie łatwo, Champions Club mimo, że nie mają na koncie żadnego punktu w tabeli są groźnym rywalem, a ich ambicja może napsuć krwi każdemu. Bardzo dobre występy zanotowali dzisiaj Haluuche, MaK, Tubul, Bartekstachu oraz Edinho. Równy skład to był klucz do tego zwycięstwa. Mam nadzieję, że po jednym meczu odpoczynku, już w nowym roku do swojej dyspozycji powróci Piter i na Black Sox nie będzie silnych. I tego bym sobie w tym nadchodzącym 2010 roku życzył sobie i wszystkim
.
Haluuche: Cieszę się, że udało nam się wygrać spotkanie. Wydaje mi się, że morale w zespole nie było najlepsze i dzisiejszy sukcesik pomoże nam uwierzyć we własne siły. Super, że dzisiaj prawie każdy z chłopaków pojechał na wysokim poziomie. W piętnastym biegu spokojnie przywieźliśmy dwa punkty, które pozwoliły nam wygrać pojedynek. Mam nadzieje, że wygramy kolejne spotkania i powalczymy jeszcze o dobry wynik końcowy w drugiej lidze. Chciałbym z zespołem awansować do ekstraklasy, ale na razie do tego długa droga.
MaK: Co to był za mecz. Walka do ostatnich metrów piętnastego wyścigu i nasze zwycięstwo. Łatwo nie było, Champions Club łatwo pola nie oddało. Takie mecze są najlepsze. Szkoda mojego wykluczenia – zasłużonego – w ostatnim biegu. Ale wspaniale, że niezawodny Haluuche umiał się odnaleźć w tej sytuacji. Przypominają mi się moje pierwsze starty w zespole Czerwonych Skarpetek, gdy z Witkiem przesądzaliśmy częstokroć o losach meczu. Teraz drugi mecz i drugi start z Halu… Super, oby tylko zawsze z happyendem. Dzięki całemu zespołowi za skuteczność. Przykro mi tylko, że nie wszyscy chcieli zobaczyć, jakim wynikiem mecz się skończył. Szkoda też wszystkich zawirowań organizacyjnych, które negatywnie wpłynęły na całość. Ale mówi się trudno, nikt nie jest doskonały. Chciałbym tylko, byśmy znów wszyscy zaczęli przestrzegać zasady, że jeśli mecz ma się zacząć o konkretnej godzinie, to wszyscy jesteśmy na czacie, składy są już podane, a sędzia gotowy. Dbajmy wzajemnie o swój czas.
| Drukuj artykuł | Ten wpis został napisany przez Witek na 14 grudnia 2009 o 16:33, i jest w kategorii Black Sox. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |








Ostatnie komentarze