Przed obecnym sezonem statystyka spotkań pomiędzy Buoni Fantasmas a Red Sox wyglądała następująco: 1 zwycięstwo BF, 8 zwycięstw Red Sox. W sezonie ’10 wszystko zmieniło się o 180 stopni. W meczu ósmej kolejki I Ligi podopieczni Suharka odnieśli drugie już w tym sezonie zwycięstwo nad Czerwonymi Skarpetkami. Tym razem Buoni wygrali 47:43 dzięki czemu wywalczyli bonusa i awansowali na drugie miejsce w tabeli. Zapraszamy do lektury pomeczowych wypowiedzi trenerów i zawodników obu ekip.

Suharek:
To zwycięstwo było nam bardzo potrzebne, ponieważ ostatnio doznaliśmy kilku dotkliwych porażek. Po świetnym początku sezonu znów zaliczyliśmy beznadziejny środek. RS to bardzo trudny rywal i nie sądziłem że uda się odnieść zwycięstwo. Tymczasem mamy 3 duże punkty i odskoczylismy im w tabeli. Czy to koniec naszych problemów i powrócimy do świetnej dyspozycji z początku sezonu? Cóż, o co walczymy okaże się w najbliższych meczach, trzeba będzie walczyć o każdego bonusa. Za dzisiejszy mecz chciałbym pochwalić wszystkich chłopaków, każdy pojechał na przyzwoitym poziomie i nawet po tym beznadziejnym poczatku udało się spiąć pośladki i wypunktować Skarpetki.

Kasper: Bardzo ciekawe spotkanie. RS od samego początku mocno nam odjechało. Jest 9:21. Potem z rezerwy taktycznej wchodzi Nicki i zaczynamy pościg. Dochodzimy ich, trzymamy na dystans, aż decydujący cios zadajemy na sam koniec. Oby więcej takich dreszczowców, pod warunkiem, że wszystkie rozstrzygniemy na swoją korzyść. Dziś wreszcie była drużyna, wszyscy pojechali równo, każdy dołożył swoją cegiełkę do sukcesu. Podziękowania dla RS za mecz w miłej atmosferze oraz dla Davida za wzorowe prowadzenie. ; )

JędrekCKM: To był jeden z najlepszych meczów BF w historii. Jeszcze na 20 minut przed meczem postanowiłem uruchomić ponownie komputer, co by go troszkę odświeżyć przed zawodami i okazało się, że nie mogę uruchomić internetu. Po kilku minutach walki na szczęście dla mnie i drużyny ta sztuka udała się w miarę szybko. Co do samego meczu to mocne uderzenie Czerwonych Skarpetek nas ogłuszyło. Jednak później dobre zmiany Suharka i spokój pozwoliły nam wyrównać, a ostatecznie wygrać to ważne spotkanie. Sam mecz stał jak zwykle na bardzo wysokim poziomie i był jak zwykle wyrównany. Swój występ indywidualny oceniam dobrze i jestem zadowolony. Wygrałem ważny 14 bieg z Nickim na 5:1 i dołożyłem swoją cegiełkę do sukcesu. Ale jak wcześniej już wspominałem to spokój i dobre zmiany trenera oraz to że drużyna pojechała równo dały nam końcowy sukces. Cieszę się, że się nie poddaliśmy i to przyniosło efekty. Dla nas samych ta wygrana daje nam nowego ducha walki i wiary we własne możliwości po dołku, jakiego mieliśmy od meczu derbowego z DD. Wracamy do gry o Drużynowe Mistrzostwo ligi!

Witek: Już tradycyjnie w obecnym sezonie mieliśmy dobry początek. Po pięciu biegach prowadziliśmy dwunastoma punktami, a jechaliśmy po prostu wyśmienicie. I ponownie na końcu przeciwnicy nas dogonili i tym razem zwyciężyli. Trudno, byli lepsi. Liga jest wyrównana, zmierzyły się dwie silne drużyny. Tym razem przegraliśmy, ale nie ma się co załamywać. Co prawda troszkę skomplikowało to moje plany, ale są na świecie jeszcze takie rzeczy, które się fizjologom nie śniły. Musimy się maksymalnie spiąć na Dobre Duszki. Co do postawy moich zawodników, pojechali równo nie licząc jednej poważnej luki. Nie może być tak, że zawodnik nie chce jechać w parze z kimkolwiek tylko woli sam. To są zawody drużynowe a nie indywidualne. Liczy się drużyna, wygrywamy razem, przegrywamy razem. Niektórzy po zwycięstwach płakać potrafią, że słabo pojechali, po porażkach już jakoś nie. Tych czeka jeszcze duża praca jeśli chcą być czołowymi zawodnikami w quizie. Co do mojego indywidualnego występu. Od Nowego Roku leże w łóżku chory na jakieś tam mało istotne choróbki i jestem zadowolony ze swojego rezultatu. Z tego co pamiętam po problematycznym Sylwestrze idzie mi bardzo dobrze. Dwa lata temu po złamanej ręce też miałem niewyobrażalną formę. Wolę jednak zdobyć 7 punktów i oglądać zwycięstwo swojej drużyny niż wywalczyć 14 oczek i być po meczu smutnym.

Daniel: Typowy mecz dla RS – wspaniały początek, fatalna koncówka. Jak widać znów straciliśmy naprawdę dużą zaliczkę, trudno powiedzieć dlaczego tak się dzieje. Mój występ dziwny – dwie trójki w ładnym stylu, a potem zupełna katastrofa i 1 punkt w 3 startach. Nie muszę chyba mówić, że jestem rozczarowany, dawna forma jest już daleko, niestety.

Rafiz: No i kolejny raz nas pokonali, mimo tego ze juz mieliśmy bardzo fajna przewagę, daliśmy się ograć. Po przerwie nie czuję się zbyt pewnie i z pewnością mój wynik mógłby być lepszy, oby tak było w kolejnym spotkaniu.