„Co słychać u…” – z wizytą u Kaczora, byłego zawodnika Wild Wolf
Rozgrywki z sezonu 10 są już na finiszu. Znamy właściwie wszystkich zwycięzców i medalistów w zawodach drużynowych. W niedalekiej przyszłości przyjdzie pora na plebiscyt, a w nim wytypujemy swoich kandydatów na najlepszych w sezonie 10. Plebiscyt ten nosi imię jednego z byłych quizowiczów, kaczora.
Kaczor pochodzi z Kostrzyna nad Odrą, na świat przyszedł jako Marek w 1987r. Na żużlu po raz pierwszy pojawił się w wieku 10 lat. To był moment przełomowy. Przyszła nowa pasja, która ciągnie się do dnia dzisiejszego. Po 5 latach była niesamowita okazja na to by stanąć do walki z ludźmi o ogromnej wiedzy żużlowej i sprawdzić się razem z nimi na czacie. Do ISQ trafiłem jak każdy – z przypadku. Gdzieś, coś, kiedyś, ktoś.. nie do końca pamiętam jakim cudem ale nawinął mnie Dziadek (założyciel Wild Wolf), nawet nie przesiadywałem wówczas na Sportsboardzie więc naprawdę nie pamiętam skąd mnie wyciągnęli!?
Przez 5 sezonów reprezentował jeden i ten sam klub, a był nim Wild Wolf. Można śmiało powiedzieć, że Wild Wolf to była przede wszystkim paczka ludzi dobrze się rozumiejących, w pierwszych sezonach tworzyła się grupa, na końcu myślę, że zostało osiągnięte to co miało być zrobione, zabrakło tylko Dziadka, który prócz tego, że stworzył Wilki to bardzo mocno angażował się w rozwój całego quizu. Odszedł od nas tylko po to aby stworzyć kolejny klub DD, aby ISQ dalej się rozwijało i jak widać miał racje, ten klub jak teraz widzę stanowi o sile tej zabawy..
Kostrzynianin nie nastawiał się na własne osiągnięcia, ważniejsza była drużyna Najważniejszy sukces to fakt że do dziś utrzymujemy kontakt wśród wilków. Indywidualny sukces – śmianie się do komputera podczas zawodów ISQ, strasznie zaraźliwa sprawa!
O tym co działo się w Wild Wolf mógłby mówić godzinami Ludzie tacy jak Krzyżak, Owca, Elessar, Zbyry, Grzesiek, Grzel, Mickey a później Cysu, Bazyli i Erer tworzyli klimat.. z tego miejsca jestem pewien co do każdego, ze gdyby WW istniało a Oni dalej by chcieli się bawić, to nikt by tego klubu nie opuścił… To świadczyło o naszej sile, to ze każdy znal każdego, przychodząc na mecz wiedzieliśmy czego się spodziewać po koledze, bo wiedzieliśmy co w danym tygodniu robił, jakie miał problemy/sukcesy w życiu prywatnym..
Marek miał w swoim życiu wiele sytuacji, ale jedna mu bardzo zapadła w pamięć do historii przeszło ‘spotkanie na szczycie’ gdzie dwóch młodocianych wówczas (mieli po 17 lat) zielonogórzan – Krzyżak i Grzel, przyjechało do Kostrzyna nad Odrą do mnie i kolegi Myka, gościna była z noclegiem także całonocna ‘debata’ była przepięknym zjawiskiem połączonym z dzwonieniem do wszystkich wilków
oczywiście kostrzyniacy nie zostali dłużni kolegom zza miedzy i następnego lata to my odwiedziliśmy Zieloną Górę.
Kaczor przeszedł do historii ISQ, za sprawą jednego wydarzenia. Nagrody w plebiscycie na najlepszych zawodników nazwano jego nickiem. Spytałem jak to się w ogóle stało, że Kaczor został imiennikiem nagród w plebiscycie? Czysta spekulacja to że zostało mi to nadane przez mojego przyjaciela z ISQ, który prowadził plebiscyt – sir_FoX’a !? Niestety nagroda ta powstała gdy mnie już tutaj nie było. Na pewno wiąże się to z faktem iż wygrałem w plebiscycie kategorię „Najsympatyczniejszy zawodnik” bodajże dwa razy.. czy to było podziękowanie za to? chciałbym wiedzieć
Tak czy inaczej, jest mi niezmiernie miło widzieć taki zapis, nie poszły na marne te wszystkie dni przed komputerem, ta masa wyrzeczeń w życiu osobistym, to oznacza jedno – było warto! i za to Wam wielkie dzięki
Jako jedną z ciekawostek, którą można powiedzieć o Kaczorze, jest to, że organizował bardzo popularne turnieje towarzyskie ISQ, które dziś cieszą się dużym zainteresowaniem. Z ostatnich jakie były o muzyce metalowej, rapie, turnieje historyczne, o skokach narciarskich, siatkówce. Kaczor zorganizował specyficzny turniej miałem jeden, najpiękniejszy.. co roku w Święta Bożego Narodzenia organizowałem turniej z wiedzy o filmie „Kevin sam w domu” i „Kevin sam w Nowym Jorku”, myślę że miało to swój klimat
Po zakończeniu kariery postanowił poświęcić się innym zajęciom m.in. pracy, domowi, szkole i… Praca, dom, szkoła, dom, ostro w beret, praca, szkoła, praca, ostro w beret, dom, praca, ostro w beret.. – to moje obecne zajęcia.
Na sam koniec zaprezentuje specjalną myśl kaczora: Słowo na niedzielę: życie nie kończy się na ISQ..
Święta prawda.
| Drukuj artykuł | Ten wpis został napisany przez Mezzi na 11 czerwca 2010 o 11:53, i jest w kategorii Bez kategorii. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |








około 1 lat temu
Buahaha, Kaczor rządzi!
Tak swoją drogą, to zadziwiające, że ISQ wciąż istnieje
Pozdro dla wszystkich bawiących się tam wciąż!