Co słychać u… Jaśka – jednego z najlepszych zawodników w historii quizu
Dziś w cyklu spróbuję Wam przybliżyć postać jednego z najbardziej utytułowanych zawodników ISQ, najbardziej znanych, a zarazem jednego z tych najbardziej kontrowersyjnych. Dominik Janusz, znany jako Jasiek – tej postaci nie trzeba przypominać starszym uczestnikom zabawy, a zapewne i ci młodsi stażem słyszeli o nim wiele. Zapraszam do lektury.
Przeprowadzić wywiad z nim nie jest łatwo. Nie można się tak po prostu umówić na gadugadu, czy na innym komunikatorze, gdyż Jasiek mieszka w Australii i ciężko zgadać się na jeden termin, bo gdy on odpoczywa po pracy, u nas właśnie wstaje dzień – i na odwrót. Swoje pytania wysyłałem więc drogą mailową i oczekiwałem odpowiedzi – tak korespondowaliśmy kilka dni.
Ale koniec tego wstępu, rozpocznijmy wspominki, bo warto. Jasiek jest tym z quizowiczów, którzy pamiętają „pradzieje” ISQ. Wspomina, że podobne zabawy były organizowane już wcześniej, zanim powstała zorganizowana liga ISQ: - Po meczach żużlowych na czatach organizowało się zawody parowe. Nie było to jakoś specjalnie zorganizowane, ale fajnie się bawiło.
Pierwsze zawody ISQ rozgrywane były na IRC-u, ale wtedy Jaśka jeszcze nie było. Trochę mi opowiedział, jak to było z jego początkami w quizie: - Nie byłem przy tym, jak powstała ISQ w wersji „Miskowej”, ale dołączyłem do ligi po kilku kolejkach. Znajomy namówił mnie, żebym się pobawił, zwłaszcza ze brakowało im zawodników w drużynie. Popróbowałem wiec z nimi na treningach, szło mi nieźle i wzięli mnie do drużyny. Okazało się, ze idzie mi bardzo dobrze i zająłem wysokie miejsca w turniejach towarzyskich. W pierwszym sezonie ominęło mnie wiele eliminacji i nie awansowałem do żadnych ważnych rozgrywek.
Jasiek startował wtedy w Jasol Racing, drużynie, która liczyła się w rozgrywkach ligowych w pierwszym sezonie ISQ. Jak mówi, jednym z jego najbardziej zapamiętanych wydarzeń z tego okresu kariery jest mecz z końcówki sezonu z QST Kamrati – ta drużyna wałczyła wtedy o zwycięstwo w lidze (i dopięła swego!), a w meczu z Jasol Racing w ostatnim biegu stracili zwycięstwo po zwycięstwie właśnie Jaśka. - Chyba od tamtego meczu mój nick zrobił się rzeczywiście bardziej popularny. W sumie nic dziwnego.
W „lidze polskiej” dwukrotnie startował w finale IM ISQ i dwukrotnie zwyciężał. Jak dotąd nie udało się tego powtórzyć żadnemu z obecnych „wielkich”. Zdobył również Grand Prix, mimo, że jedne zawody musiał opuścić – w ostatnim turnieju konsekwentnie punktując udało mu się wyprzedzić prowadzącego wcześniej Chrisa. Jasiek trzykrotnie posiadał najwyższą średnią biegową w lidze. Dodatkowo po podziale ligi jeszcze raz sięgnął po tytuły IM i GP, ale już pod inną banderą. Właśnie finały Indywidualnych Mistrzostw ISQ wryły się w pamięć najmocniej. A ja, zamiast je opisywać, po prostu oddam głos samemu ich bohaterowi – tak będzie najlepiej:
- W IM ISQ miałem tak, ze w pierwszym finale szedłem łeb w łeb z Santosem po zwycięstwo i po trzech seriach byliśmy niepokonani. Trafiliśmy na siebie w czwartej serii, cos przekombinowaliśmy i wyszło tak, ze ja zdobyłem 1 punkt, a on 0. On startował jako pierwszy i wygrał. Mnie czekał start w 20, ostatnim biegu, za przeciwnika miałem m.in. Mamę z Kamrati. Gdyby Mama wygrał, a ja bym zdobył dwa punkty, to mielibyśmy baraż z udziałem trzech zawodników z 12 punktami. Zamiast tego wygrałem ja, a Mama przywiózł 0 i mogłem świętować swój pierwszy tytuł.
Drugie IM ISQ było mniej dramatyczne. Zgubiłem punkt na początku w pierwszym starcie z Bleemkiem, potem jednak jechałem bezbłędnie. Po czterech seriach miałem 11 punktów, za mną byli AdasZKZ i Bleemek – obaj po 10. W pamięci najlepiej utkwił mi 17 bieg, kiedy Staleczkaaa ze Speedway Friends próbował się podłożyć Bleemkowi. Na pytanie o pierwsze zawody żużlowe napisał „Kings Oak Bleemek pisz”, aby ten zdążył spisać i zdobyć 3 punkty. On sam jednak spisał te odpowiedz znacznie szybciej i zdobył 3 punkty, Bleemek zaś 2. Swój ostatni start miałem powtarzany, wygrałem bez problemu i z 14 punktami świętowałem drugi tytuł. Adas był drugi, Bleemek trzeci.
Trzeci finał – ten po podziale – był dość dziwny. Ubyło sporo dobrych zawodników, wiec powinienem wygrać łatwiej, tymczasem po dwóch startach miałem zaledwie 2 punkty. Wydawało się wiec, ze zostanę zdetronizowany. Okazało się jednak, ze moi rywale w kolejnych seriach cały czas gubili punkty i w efekcie po wygraniu 18 biegu z 11 punktami świętowałem kolejny tytuł.
Obecnie z quizie jest kilku zawodników, którzy w ISQ są od samego początku, lub niewiele krócej. Zapytałem Jaśka o trzech, którzy mi się narzucili, czyli o Aszotka (obecnie Radka), Kaioha i Ravlita. Dobrze trafiłem z doborem, bo skojarzył wszystkich, choć szczególnie jego opinia o Kaiohu zmusza mnie osobiście do refleksji – albo Jasiek źle go zapamiętał, albo Kaioh po latach diametralnie się zmienił: - Pamiętam całą trójkę. Aszotka jeszcze z czasów, gdy ligi nie było i gdy organizowane były wspomniane parowe wyścigi na czacie Polchat. Kaioh, zbieracz wieczek po jogurtach, zapamiętał się jako mega spisywacz. RavLit dołączył do ligi nieco później, ale wydawał się być całkiem niezły.
Pytałem się również innych, którzy Jaśkowi najmocniej zapisali się w pamięci, a których ja sam w większości niestety nie mogę pamiętać z torów ISQ: - Było kilku takich, którzy utkwili mi w pamięci. Bez wątpienia rzeszowianin Raven, świetny zawodnik, któremu brakowało szczęścia w najważniejszych imprezach. Również AdasZKZ, kolega z drużyny RKS Hetman, wicemistrz ISQ. Pamiętam Santosa, Mareckiego, Zmleszno i oczywiście kontrowersyjnych Jaszczura i jego kuzyna The Limpa. Nie można tez zapomnieć Tomasa, byłego adepta szkółki żużlowej w Gdańsku, z którym wspólnie prowadziłem RKS Hetman i z którym poprowadziliśmy „ligę angielska” po rozbiciu. W późniejszej fazie pamiętam Lorama z Tarnowa i Kaspera z Rzeszowa – obaj bardzo szybcy, bardzo dobrzy.
Młodsi stażem quizowicze czytając ten quasi-felieton mogą się zacząć zastanawiać: „Jaka liga angielska? O co tutaj chodzi?”. A zatem pokrótce spróbuję powiedzieć, o co chodzi, oddając później głos bohaterowi. Otóż po sezonie 03 nastąpił rozłam w ISQ – utworzyły się dwa obozy, jeden kontynuował swoje dzieło, a drugi stworzył swoje własne rozgrywki. Jasiek był jednym z rozłamowców „wyklętym” z naszej ligi. Wiem, że opinie na temat rozłamu wśród wówczas zaangażowanych są dosyć skrajne, jednak sam Jasiek opisuje po latach wydarzenia ze swojego punktu widzenia w sposób stonowany:
- Moim zdaniem wina leżała po obu stronach. Z jednej strony bezkompromisowy, narzucający swoje zasady i nieprzyjmujący sprzeciwu Misiek, z drugiej strony niektórzy nieco krewcy gracze, którzy chcieli się rzucać dla zasady i tez kompromisu nie szukali. Ponieważ Misiek nie liczył się praktycznie z niczyim zdaniem i wyrzucił kilku zawodników z gry (zaczęło się chyba od niejakiego Jaszczura), dołączyłem do buntowników i stworzyliśmy ligę angielska. Potem doszło do konfliktu, gdy Misiek stworzył czarna listę (na której znalazłem się również i ja) zawodników, którzy nie mogli startować w lidze polskiej (czyli prowadzonej przez niego). Nasza odpowiedz była podobna. Z czasem jednak zaczęło się to luzować, może dlatego, ze Misiek wycofał się z ISQ. Było pewnie jeszcze więcej niuansów związanych z tym podziałem, ale po prostu juz wielu rzeczy nie pamiętam, nie maja dziś dla mnie znaczenia. W każdym razie on ma chyba do dziś żal o tamten podział. Chciałem się dodać do jego znajomych na jednej z ‘social website’, odrzucił moje zaproszenie.
Myślę, że co do jednego zgadzają się dziś obie strony – tamten podział był początkiem końca silnego ISQ. Zabawa zaczęła się przejadać, wielu zawodników rezygnowało. W końcu zrezygnowałem i ja, jakoś tak w pierwszej połowie sezonu 5. Zmęczyła mnie m.in. różnica czasowa miedzy Polska i Australia. Musiałem czasem wstawać o 5 rano, aby pojechać zawody, do tego doszły różne dziwne kombinacje z podpasowywaniem pytań pod zawodników, handlem pytaniami i parę innych rzeczy. Prowadziłem ligę przez jakiś czas jako działacz, ale w końcu i działacze zaczęli się wykruszać. Nowi natomiast jakoś niespecjalnie chcieli się angażować i tak powoli to upadało. Nawet nie wiem, czy liga angielska do dziś istnieje, czy też może dziś znów się obie połączyły.
Postanowiłem pociągnąć temat działalności Jaśka w ISQ w innej roli, jak tylko zawodnika. Był sędzią i działaczem – i sporo mógłby również na ten temat opowiadać… Mnie samego zaciekawiło to choćby z tego powodu, że pomagałem Jaśkowi w reaktywacji ligi angielskiej jakieś dwa lata temu, ale niestety nic z tego nie wyszło:
- Wydaje mi się, ze początki jako działacz ISQ miałem jeszcze przed podziałem. Nie jestem jednak pewien, jaka to byłą funkcja i czy rzeczywiście zaliczało się to do pracy działacza. Na pewno byłem sędzia i to regularnie. Zapamiętali mnie szczególnie zawodnicy QST Kamrati (którzy wielokrotnie w historii ISQ pokazali, ze nie umieją przegrywać), którzy po jednej z moich decyzji, która pozbawiła ich zwycięstwa w meczu, blokowali moje skrzynki e-mailowe (tu ukłony w kierunku pana o ksywce Mama, który był autorem tego wyczynu). Z cala pewnością tez byłem organizatorem kilku turniejów. W roli działacza tak naprawdę zadebiutowałem po podziale, głównie za namowa Tomasa, ówczesnego trenera RKS Hetman, jednego z głównych buntowników. Wspominam to bardzo milo, byliśmy bardzo zgrani, wielu znakomitych ludzi wtedy poznałem. Działaczem pozostałem nawet po zakończeniu kariery w połowie sezonu 05.
Za największy sukces uważam, że pokazaliśmy, że nie jesteśmy w niczym gorsi od Miśka i jego świty. Powstała niezwykle popularna liga, która przyciągnęła wielu zawodników. Za porażkę uważam, ze nie udało nam się wychować następców – działaczy. Niestety, każdy chciał jeździć, ale nikt nie chciał układać pytań, czy dołączyć się do organizowania ligi (poza nielicznymi wyjątkami). Efekt był taki, ze sędziowie handlowali pytaniami, niektóre z nich powtarzały się na prawie każdych zawodach. W końcu po jednym z sezonów (06 albo 07) dałem sobie spokój. Podobnie zrobili inni działacze, bo ileż można było wszystko robić samemu?
Jasiek obecnie nie wie, że liga jest już jedna, ba – nie wiedział nawet, że ISQ nadal istnieje i ma się całkiem przyzwoicie. Obecnie mieszka w dalekiej Australii i ze speedwayem ma kontakt raczej sporadyczny, choć nadal udziela się choćby na polskich forach żużlowych, dzięki czemu mógł powstać ten artykuł: - Nie mam okazji być za często na zawodach żużlowych, ale od czasu do czasu na nich bywam. Ostatnio w moim stanie żużel akurat ma się gorzej, a na zawody trzeba jechać kilkaset kilometrów, więc sobie odpuszczam. Mam inne zajęcia, ożeniłem się, kupiłem mieszkanie, mam dobra prace w firmie dystrybuującej sprzęt komputerowy. Wyjazd do Australii był świetnym wyborem. Jest pewne, że zostanę tu na stałe, zresztą mam tutejsze obywatelstwo i tu jest teraz mój dom.
Zapytałem również, czy „nie ciągnie wilka do lasu” i czy nie chciałby czasem sprawdzić, czy coś jeszcze pamięta z czasów, gdy był w ścisłej czołówce ISQ. Jednak u byłego zawodnika, w pełni spełnionego, mającego już dorosłe życie, odpowiedź jest negatywna: - Myślę, ze chyba nie. Może dlatego, ze żużel nie bawi mnie juz tak jak kiedyś, a w samym ISQ osiągnąłem wszystko, co było do zdobycia. Nie śledzę w ogolę wyników ISQ, nawet nie wiedziałem, ze dalej istnieje. Śledzę natomiast wyniki GP na żużlu i ligi polskiej, czasami spoglądam na szwedzką i angielską. Niezwykle cieszy mnie, ze wygrywają tak bliscy mojemu sercu Australijczycy. Nawet jak próbowałem podpuścić go, czy nie dałby się namówić na start w jakimś towarzyskim turnieju dla rzeszowian, również nie był tym zbytnio zainteresowany – ale sam mogę obiecać, że gdybym taki turniej zorganizował, to Jaśka na udział namawiać będę.
Ale wracając jeszcze do kariery Jaśka w ISQ. Chciałem na sam koniec przytoczyć jedną z jego historii, które mnie, jako kibica rzeszowskiej Stali, najbardziej zaciekawiła. Otóż dawno temu Liga Miast miała dużo większą renomę niż dzisiaj, gdzie w czasie wakacji te rozgrywki są zapychaczem czasu. Kiedyś na mecze stawiały się najsilniejsi zawodnicy z danego miasta, co obecnie jest raczej rzadkością. Parę lat temu Jasiek reprezentował w niej właśnie barwy drużyny z Rzeszowa. Właśnie z Ligą Miast i rzeszowską ekipą wiąże się najbardziej wryty w jego pamięć mecz: - Niezapomnianych emocji dostarczył mi mecz Ligi Miast pomiędzy Rzeszowem i Tarnowem. Nie pamiętam już w jaki sposób, ale niezbyt dobry wówczas Tarnów prowadził z Rzeszowem przez większość meczu. W końcu jakoś wyrównaliśmy na 42-42 i czekał nas ostatni wyścig. Na starcie stanął m.in. świetny tego dnia Loram, który wcześniej dwa razy ze mną wygrał. Jakie padło pytanie, nie pamiętam, ale wiem, ze w ostatnim biegu byłem najszybszy, do tego mój kolega z pary Monis był drugi i w efekcie wygraliśmy 47-43. Tarnowianie przeżyli wielkie rozczarowanie, niektórzy na czele z Loramem pisali na czacie i później na forum, ze po tym biegu chciało im się płakać, a może nawet, ze niektórym z oczu popłynęły łzy. .
Samemu ciężko mi oceniać cokolwiek z Jaśkowych słów dotyczących rozłamu, gdyż samemu nigdy z nim się nie ścigałem i czasów jego kariery nie mogę pamiętać. Mam z nim kontakt poprzez forum kibiców Stali Rzeszów i również tam jest przez ogół postrzegany negatywnie. Został Australijczykiem, znalazł swój dom daleko od Polski, często krytykuje nasz kraj – za co w internetowym społeczeństwie jest piętnowany. Ja jednak bardzo lubię czytać jego posty – Jasiek owszem, często ma inne poglądy, ale nigdy nie widziałem, by w sposób bezpośredni atakował kogoś czy obrażał. Taki można powiedzieć cynik z klasą. A zawsze pisze ciekawie.
Osobiście raczej wierzę w to co mówi o rozłamie – niejednokrotnie widziałem na forum bardzo skrajne opinie odnośnie rozłamowców pisane przez ówczesne władze ligi i ludzi z nią związanych, a Jasiek ponownie wyraża swoją opinię w sposób wyważony. Pewnie stąd przychylam się do jego wersji wydarzeń, która zresztą brzmi dość sensownie.
A może to jakaś moja nieobiektywność, wynikająca z dobrego kontaktu z Jaśkiem? Albo z moich fascynacji teoriami spiskowymi? Tego nie wiem – ale każdy ma swój rozum i samemu może wyciągnąć odpowiednie wnioski.



10 stycznia 2010 - 13:45
Przytoczony mecz sędziowany przez Jaśka to finał 3 sezonu pomiędzy QST a SF, w którym to SF w ostatnim biegu i rzutem na taśmę odebrało QST trzecie złoto z rzędu
Jezu – temat na forum związany z tym finałem miał chyba z 60 stron, każdy miał coś do powiedzenia 
), jednakże na chatie w swoich najlepszych czasach nie miał sobie równych.
Osobiście zapamiętałem Jaśka jako egocentryka i głównego propagatora „parkingów” (brakowało mi pytania o ten temat
No i na koniec wymaga sprostowania fakt handlowania pytaniami – nie odbywało się ono na wielką skalę w całym ISQ, a jedynie w „angielskiej” odsłonie. U nas takie przypadki, jeśli miały miejsce, to nie zostały wykryte, bo takiego problemu w quizie nigdy nie było.
11 stycznia 2010 - 21:58
Sir Fox – prawde mowiac, to cos o parkingach napisalem, ale Lirasz chyba tego nie umiescil. Nawet proponowalem mu chyba material na ten temat i chetnie sie na ten temat wypowiem.
12 stycznia 2010 - 0:23
Parkingi to była śmieszna sprawa. Było kilku zawodników, którzy dysponowali nikłą wiedzą, a mieli świetne wyniki dzięki podpowiedziom kolegów, np. TomekZKZ czy Smoleń. Po wprowadzeniu nowych czatów, stali się po prostu… Słabi. O tym, ile dają parkingi, dowiedziałem się z autopsji. Generalnie w CT raczej nie stosowaliśmy parkingów. Tym bardziej bolały porażki z zespołami wygrywającymi głównie dzięki nim. W jednym jednak meczu sprężyliśmy się i zastosowaliśmy dobrze zorganizowany parking. Był to chyba jeszcze pierwszy sezon i mecz z QST Kamrati, wówczas nie do ugryzienia. Jednak dobry parking przyniósł efekty i wygraliśmy 51:39. Dlatego generalnie zawsze byłem przeciwny, ale nie było to wówczas zabronione. Denerwowały mnie porażki z zawodnikami gorszymi ode mnie, korzystającymi z pomocy kolegów. To była droga do nikąd, bo choć wolałbym jeździć czysto, to również nie raz korzystałem z parkingu, skoro wszyscy korzystali. Po prostu wobec takiej niesprawiedliwości, jaką było to, że można było otrzymywać podpowiedzi na gg, partycypowanie w niej było jedynym wyjściem jako takiego wyrównania strat. Na szczęście teraz mamy nowe czaty i ten problem definitywnie zniknął.
15 stycznia 2010 - 21:16
Witam wszystkich po długiej przerwie !!! Były parkingi to korzystał każdy bez wyjątków !!! W sumie szkoda że Misiek stworzył swoje ISQ dla wybrańców…
16 stycznia 2010 - 13:41
W jakim sensie dla wybrańców?
16 stycznia 2010 - 17:06
W sensie że nie każdy był tam mile widziany. Jakiś czas temu było, ale z tego co pamiętam też zostałem wyrzucony i dokładnie nie wiem za co… ( domyślam się że za to że trzymałem z Tomkami itp.
) w tym sensie dla wybrańców że nie każdy mógł tam być…
18 stycznia 2010 - 22:36
„Były parkingi to korzystał każdy bez wyjątków !!!”
Nie mierz innych swoją miarą. Kto nie chciał nie stosował. A może Cię to zdziwi, ale nie każdego bawi wygrywanie na oszustwie, czy też jak pewnie innym lepiej brzmi – na wykorzystywaniu luk w systemie.
I między innymi, żeby tych największych kombinatorów wyeliminować Misiek stworzył „swoje ISQ”. Całe szczęście niesłusznie pokrzywdzeni mieli okazję się wykazać tworząc własne lepsze ISQ, które w chwale równości i wiecznej szczęśliwości dokonało swoich dni.
19 stycznia 2010 - 20:44
No może znaleźli by się nie liczni którzy nie korzystali z parkingów, to przepraszam za uraze. Zaczynając zabawe parking był stosowany w drużynie i nie bylo w tym nic dziwnego, Owszem jest to oszustwo, ale co Polak nie wymyśli. Co do Miśka, owszem zlikwidował parkingi, i niektórzy napewno nie wylecieli za to że im się to nie podobało. Spoko dało się to zrobić i dobrze, mi to wcale nie przeszkadzało. Zostałem wydalony za wdanie się z nim w dyskusje na czacie. Co do tego lepszego ISQ stworzonego przez pokrzywdzonych to z tego co pamiętam nie brałem w nim udziału.
21 stycznia 2010 - 12:01
Wiele osob twierdzilo, ze nie korzystalo z parkingow, choc lapalo sie ich na tym, ze korzystali.
Zawsze bawily mnie te dyskusje. Mnie parkingi ani nie przeszkadzaly, ani nie pomagaly. Najbardziej przeszkadzalo mi podpasowywanie pytan pod zawodnikow i dziwnie powtarzajace sie pytania. Wbrew temu co mowi Sir Fox, zdarzalo sie to rowniez jeszcze przed podzialem.
23 stycznia 2010 - 0:00
Do Sir Fox – final 3 sezonu byl pomiedzy SF a GS
QST w sezonie 3 znalazlo sie poza podium. Mecz, o ktorym pisze, to byl mecz rundy zasadniczej sezonu 2, jeden z pierwszych bardzo waznych meczow, ktore sedziowalem. Przed ostatnim biegiem bylo 43-41 dla SF i w pierwszym podejsciu do ostatniego biegu QST wygrali 5-1 i caly mecz 46-44. I wtedy Marecki oprotestowal moje pytanie jako ze przyjalem nieprawidlowa odpowiedz. Protest przyjalem (choc pozniej w dyskusjach wychodzilo, ze popelnilem blad) i zdecydowalem sie na powtorke ostatniego biegu. W tym ostatnim biegu Mama byl ostatni i wlasnie stad byla taka potezna zadyma, ze wypaczylem wynik meczu. Zadyma z Kamratami w sezonie 03 byla natomiast o moj parking, w ktorym przez pol meczu pomagalem trzem zawodnikom Fanatic Legends i ktorzy pokonali QST 46-44. Pozniej Kamraci wpadli na mecz RKS Hetman z GS i parkingowali z calych sil z zawodnikami GS, ktorzy mimo to mecz z nami przegrali. Zreszta, nawet gdyby wygrali, to i tak bysmy to trzecie miejsce zajeli. Wiec z perspektywy czasu ta zadyma o mecz FL – QST byla bez znaczenia. Nie zmienia to faktu, ze na polfinalowym meczu SF – RKS wypraszano mnie z czatu, zebym na wszelki wypadek nie podpowiadal kolegom z druzyny, ale SF chyba i tak to by wygralo. Mysle, ze to po tym fakcie pojawila sie opcja podzialu lig, a wyszla od zawieszonego Jaszczura i zawodnikow RKS Hetman, ale ja zaproszony bylem juz na gotowe i w zorganizowaniu tego podzialu nie bralem udzialu. W ramach protestu Hetmani oddali drugi mecz polfinalowy walkowerem i krotko po tym nastapil podzial ligi (jakos tydzien po moim przyjezdzie do Australii).
Inna zadyma z sezonu 2 dotyczyly meczu SF – RKS Hetman (to jeszcze z czasow, gdy bylem z Jasol Racing). To byly czasy, gdy napisalem kilka artykulow na temat gdanskich kibicow i ich zachowania. RKS Hetman skladal sie glownei z gdanszczan i kilku z nich zaczelo sie do mnie rzucac podczas meczu (SF prowadzilo zdecydowanie). W koncu ktoregos z nich (Gianniego chyba) wykluczylem za fatalne zachowanie do konca meczu. Najwieksza zadyma zaczela sie po meczu, posypaly sie zawieszenia (Gianni wisial chyba pol sezonu), o ktore osobiscie wystapilem. Na szczescie pozniej z calym RKS Hetman i rowniez Giannim wyjasnilem sobie wszelkie nieporozumienia i taka sytuacja nigdy sie nie powtorzyla.
P.S. Do dzis w Polsce mam plytke, ktora wygralem na twoim turnieju muzycznym.
Chyba musze ja sobie przywiezc do Australii
25 stycznia 2010 - 19:51
Roznego rodzaju historii zarowno zwiazanych z parkingiem, podpasowywaniem pytan, jazda na wielu nickach bylo sporo i wiele z nich na zawsze pozostanie tajemnica miedzy samymi zainteresowanymi
Mnie osobiscie parking zawsze draznil, bo pomimo ze generalnie unikalem parkingow i udawalo mi sie osiagac niezle wyniki to cierpiala na tym zdecydowanie moja druzyna – TT. W ciagu pierwszych dwoch sezonow wygralismy w sumie chyba tylko 4 mecze. Jaki na to wplyw mial poziom i wiedza torunian a jaki generalna rezygnacja z parkingu? ciezko powiedziec, wg mnie dosc znaczacy.
Oczywiscie nie moge powiedziec, ze nigdy nie uzywalem parkingu. Zreszta chyba nie ma takiej osoby. Czasami trudno bylo sie oprzec jadac w biegu i widzac, ze ktos nawet nieproszony wysyla Ci wiadomosc na gadu. Ale co do zasady staralem sie unikac parkingowania i nie uczestniczylem w rozmowach grupowych calego zespolu.
Z jednej strony – totalne oszustwo. Z drugiej strony wystarczyloby w pelni zalegalizowac parking a zapewne z czasem stalby sie takim naturalnym elementem zabawy. Porownywalibysmy go np. do podstawiania motocykli Robackiemu przez Tomka Golloba.
Mimo wszystko – duzo bardziej wole jazde na obecnym chacie
25 stycznia 2010 - 23:00
Nie mówiąc już o tym, że dopiero po zniesieniu parkingów poprzez nowy czat, poznaliśmy prawdziwą wartość niektórych zawodników
Byli tacy, którym nowy czat w żaden sposób nie pogorszył wyników, jak np. ja, Kaioh czy Ravlit, ale byli też tacy, którzy z dobrych ligowców stali się cieniasami ;p
26 stycznia 2010 - 10:48
Ja moge z autopsji potwierdzić że Speedway Friends stosowało parking (z wyłaczeniem Mareckiego który zawsze na czas zawodów miał wyłeczone gg), wymieniano w nim spostrzeżenie nt zawodów, owszem pojawiały się również odpowiedzi podczas biegów – kto chciał to korzystał ale ogólnie były luźne tematy mające na celu bardzie integracje zespołu niż zwycięstwo za wszelką cenę.
z niejakim Proboszczem Dobrodziejem z tarnowskiego forum
I tu nie mogę się zgodzić, że po „zlikwidowaniu” parkingów poziom drużyny się diametralnie obniżył, o czym świadczą późniejsze wyniki SF w lidze.
Ale.. temat dotyczy Jaśka – nie ma co ukrywać, że gdziekolwiek się pojawił (pojawia) to były kontrowersje – mnie najbardziej utkwiły w pamięci wymiany zdań
pozdrawiam
26 stycznia 2010 - 16:29
„byli też tacy, którzy z dobrych ligowców stali się cieniasami ;p”
Mozesz mi powiedziec o kogo chodzi?
a nawet jezeli nie chcesz wymieniac tych jezdzacych obecnie to napisz tych ktorzy juz nie jezdza. O ile mniej wiecej im srednia spadla?
26 stycznia 2010 - 20:11
No, już pisałem
Np. Smoleń – zawodnik na średnią ~2.000, „podopieczny” Adasia, nagle stał się zawodnikiem na 4-5 pkt
Drugi przykład – TomekZKŻ, „podopieczny” Chrisa
Podobny spadek.
30 stycznia 2010 - 0:13
Ha, mladen – wieki czasu juz nie czytalem zadnych wpisow Proboszcza.
Co sie z nim dzieje? Moim zdaniem najlepsze zadymy z moim udzialem byly na forum Stali Rzeszow pomiedzy mna a tzw. Kololowymi Kledkami czyli rzeszowskim Klubem Kibica. Prowadzono akcje przeciwko mnie, plakaty z przekreslonym moim wizerunkiem, kasowano mi konto, wlamywano sie na nie, pisano petycje do adminow, nawet zakladano tematy o wyrzuceniu mnie z forum… Ech, lezka sie w oku kreci.
Co do parkingu – no wiec wlasnie, kwestia parkingu byla zwiazana nie tylko z podpowiedziami. Byla rowniez zwiazana ze wspolpraca teamu, ustalaniem taktyki, rozmowami. Czasami ktos mogl tam wyladowac swoja zlosc i np. RKS Hetman robili to regularnie. Nie konczylo sie to wyrzuceniem z ligi badz zawieszeniem, jak to bywalo za Miska.
Idealnym rozwiazaniem bylo pozostawic parking i skonstruowac czat taki, gdzie zadane pytanie nie dalo sie przekopiowac z czatu i widzieli je tylko uczestnicy biegu (ale ich odpowiedzi widzieli juz wszyscy), nastepnie po zakonczeniu biegu i ogloszeniu punktacji wkleic pytanie w kwestii ewentualnych protestow. Czas trwania wyscigu nalezalo skrocic do 30 sekund, aby zawodnicy nie zdazyli przepisac pytania na GG i mozna bylo jechac.
Parkingu swego czasu uzywal nawet Misiek. I tak jak nie mam dowodu na jego parkingi z Dziadkiem, o ktorych glosno sie mowilo, tak moge potwierdzic, ze mialem z nim okazje osobiscie uczestniczyc w parkingu 1 on 1. Tzn. ja podpowiadalem, on jechal. Uczciwie jednak trzeba przyznac, ze bylo to na jego prosbe, bo „chcial sprobowac jak to jest” i dowiedziec sie o tym wiecej. Bylo to w jakichs towarzyskich i malo znaczacych zawodach. Po zakonczeniu calej sprawy wymienilismy kilka zdan na ten temat i jego uwagi byly negatywne, ale nie skoczylismy sobie do gardel.
30 stycznia 2010 - 10:07
To wcale nie byłoby idealne rozwiązanie. Wtedy wystarczyłoby na gg szybko napisać kilka podanych faktów, np. podane miejsce w danym turnieju i rok. Ktoś szybko sprawdziłby odp, podał i byłoby tak samo, jak wcześniej. Czyli punkty dzięki parkingowi. Teraz jest to lepiej rozwiązane – po prostu nie można wyłączyć okienka czatu.
30 stycznia 2010 - 11:20
E tam Radek vel. Aszotek – popierasz obecne rozwiazanie, bo idzie ci lepiej niz przed podzialem ligi. Tam byles jednym z wielu w tlumie, ustepowales w czolowce, taki dobry ligowiec, ale bez sukcesow. Nie mowie, ze rozwiazanie jest zle, ale mowie, ze nie jest jedyne. Moim zdaniem akurat sa lepsze.
30 stycznia 2010 - 12:18
Wiesz, Jasiek, nie wszyscy patrzą tylko przez pryzmat swojej osoby. Ja popieram obecne rozwiązanie z dwóch powodów – bo wreszcie mogę sprawdzić swoją wiedzę przeciwko rywalowi, a nie jego podpowiadaczowi oraz dlatego, że jest po prostu sprawiedliwszy. Przy czym to drugie jest dla mnie równie ważne, co pierwsze. Po drugie – akurat moje wyniki nie mają tu nic do rzeczy, bo są porównywalne, rzekłbym nawet, że przed podziałem miałem więcej sukcesów, zwłaszcza na początku, ale to akurat związane jest z tym, że wtedy był dużo niższy poziom, a moja wiedza taka sama, jak teraz. Czy są lepsze rozwiązania? Zapewne, ale nic nie przychodzi mi teraz na myśl. W każdym razie, to przytoczone przez Ciebie, uważam za gorsze, bo rozwiązuje jedynie sprawę ewentualnej podpowiedzi tuż po pytaniu, a nie rozwiązuje problemu parkingowania, bo kto będzie chciał, ten będzie potrafił szybko napisać najistotniejsze fakty na gg.
1 lutego 2010 - 0:59
Kompletnie nie ma do znaczenia. Parkingi (w sensie węższym – jako samo podpowiadanie) były bardzo niesprawiedliwe i wypaczały już samą ideę quizu, który jak wiadomo znaczy nic innego, jak konkurs wiedzy. :]
7 lutego 2010 - 23:41
A to jak jest obecnie? Ktoś drużynie broni stworzyć sobie w czasie meczu konferencje na gadu? Nie. Tak samo jak postulujesz, nie jadący w biegu nie widzą pytania, a jadący nie mogą nic pisać w parkingu w czasie swojego biegu. Więc co? Jest tak jak piszesz.